Przeróżne wydarzenia wśród mojej rodziny i przyjaciół sprawiły, że dużo więcej myślę o pewnych rzeczach, o związkach, małżeństwach, rodzinach.
Wyobraźnia podsuwa mi obrazy dziwnych wydarzeń. W rozmowach wynikają różne zdania, w radiu porusza się tematy, które sprawiają, że zaczynam myśleć o rzeczach, o których nigdy nie myślałam w ten sposób.
Moi przyjaciele i znajomi zaręczają się i pobierają, na świat przyszedł mój bratanek a księżyc, choć zmienny, bezustannie obserwuje mnie z nieba.
Zaczęło się od poważniejszych zastanowień na temat zmiany nazwiska. Myślałam o tym od jakiegoś czasu, że być moze pozwoliłoby mi to na odcięcie się od pewnych spraw, na swoisty reclaiming własnego życia – aby podkreślić, że to, kim jestem teraz jest wynikiem mojego świadomego wyboru. Oczywiście, jako kobiecie łatwo jest mi w dzisiejszych czasach zmienić nazwisko – ale nie o taki sens mi chodzi.
Bo tu dochodzimy do pierwszej kwestii, która przyszła mi do głowy. Zastanawia mnie to, że żyjemy w nowoczesnych czasach, ale w Polsce nadal normalnym jest, że kobieta, wychodząc za mąż zmienia nazwisko. Traci swoją własną tożsamość i zyskuje nową. Mężczyzna nie zmienia nic. Ewentualnie ona dodaje jego nazwisko do swojego – to też półśrodek, bo tak naprawdę znów – i ona coś zmienia, on nic. W skrajnie rzadkich przypadkach (nie znam żadnego osobiście) on przyjmuje jej nazwisko – wydaje mi się to równie bezzasadne co pierwsza opcja. Pozostają jeszcze ludzie których znam, ale nie z Polski – z Irlandii. W związkach małżeńskich, ale zachowali swoje własne imiona i nazwiska.
Tak, myślę, że nigdy nie wyjdę ZA kogoś. Może natomiast wezmę z kimś kiedyś ślub – to już tylko czas i księżyc pokażą.
Z resztą A. rozmawiała z Y. sobotnim wieczorem w rozmowie, której mimowolnie się przysłuchiwałam, a potem, jak potem przeanalizowałam, całkowicie bezzasadnie i w zasadzie bez prawa, dołączyłam, o tym jak widzi kwestie małżeństwa, ale i jak widzi kwestię bycia z drugim człowiekiem a także Drugiej Połówki…
W sumie ciekawe miała przemyślenia, stwierdzając, że ludzie po dziesięciu latach małżeństwa albo się poświęcają albo zdradzają. Z choćby nie wiem jak silna byłaby miłość i nie wiem jak interesujący był człowiek to po jakimś czasie oczy pląsają za innymi. Myślę, że A jest poliamoryczna z natury. Nie wydaje mi się, żebym ja była, ale z drugiej strony nawet w stałych związkach zdarzało mi się patrzeć na innych ludi z zainteresowaniem… czy to było poświecenie z mojej strony, że nie robiłam nic w tym kierunku Nie wydaje mi się… ale może tak mnie ukształtowano?
A. mówiła też, e jej zdaniem człowiek ma tylko jedną osobę na świecie, która jest jej Bratnią Duszą, która do tego stopnia ja rozumie, że nieważne co się między wami stanie zawsze będziecie pracować żeby rozwiązać te problemy.
Ja uważam, że można mieć kogoś, kto jest Ci przeznaczony, ale to może być różny ktoś w różnych okresach czasu. W różnych życiach. W momencie, w którym człowiek zdaje sobie sprawę ile razy umiera w ciągu biologicznego życia świat staje się nieco inny.
Inne stają się też słowa mojego przyjaciela.
Wracając jednak do pierwotnego tematu przemyśleń o więziach, ślubach, przysięgach – zastawialiście się kiedyś, tak na poważnie, nad pytaniami, jakie nasuwa perspektywa wspólnego życia?
Czy będziecie wstanie wspólnie wypracować prawdy i wartości, jakie będziecie chcieli przedstawić swoim dzieciom? Czy wiecie jak je będziecie wychowywać?
Ja na przykład wiem, że jeśli kiedykolwiek będę miała swoje dziecko klaps jako metoda wychowawcza absolutnie nie wchodzi w grę.
A jeśli na przykład wam się nie uda – co wtedy? Czy będziecie potrafili wychować swoje dzieci nie używając ich by się na sobie odegrać? Czy będziecie w stanie pogodzić się z tym, że w ich życiu może pojawić się ojczym czy macocha? Czy jakikolwiek inny model rodzinny?
Miriady pytań, które potrafią przejść mi przez myśl, a których nie potrafię zadawać. Potrafię zastanawiać siew ciszy. Potrafię napisać. Może wy też będziecie się nad tym kiedyś zastanawiać…
… mam też świadomość, że wielu ludzi omija ten temat…
Byłam kiedyś z kimś, kto miał ode mnie odmienne poglądy na życie. Całkowicie. Inną hierarchię wartości – połączyła nas miłość… ale przecież miłość nie jest srebrną taśmą, która sklei wszystko i zawsze – przecież czasem może byc lepiej normalnie porozmawiać o wszystkim i na trzeźwo zadecydować co jest w życiu najważniejsze – a jeśli będą to różne rzeczy – rozstać siew zgodzie. Albo jakoś je zgodzić…