Napisane przez: mrauk | 06/30/2018

Updejt

Jest przyzwoicie i stabilnie. Tamten dzień zrobił się łatwiejszy, gdy pogadałam ze wszystkimi zaangażowanymi.

Jest 30 czerwca, od 19 marca jestem na lekach. Świat się ustabilizował.

Siedzę i analizuję to, jak działa mój mózg. To trochę interesujące uczucie. Jak na przykład kiedy daję mężowi naklejkę i śmieję się do łez, więc widzę, że moje radosne reakcje są dużo wyraźniejsze, tak przynajmniej to odbieram – ale to nie znaczy, że czuje więcej. To trochę jak z byciem pijanym. Człowiekowi wydaje się że jest tylko trochę pijany, a jest dużo bardziej.

No więc nie czuję specjalnie dużo. Jest przyzwoicie, jest ok. Świat się turla. Ale ja bym chciała więcej. Zwłaszcza, że kiedy nie czuję się dobrze, kiedy coś robię dobrze – to mam wrażenie, że robię to źle. A to jest bardzo, bardzo trudne.

Reklamy
Napisane przez: mrauk | 04/12/2018

Day two

Zła noc przerodziła się w zły dzień.

Jestem rozbita, jak dzban co mu się ucho urwało. Łapię się tylko co pewien czas na czymkolwiek.

To, co się dzieje bardzo mnie dotyka, ale nie czuję co się dzieje dopóki się naprawdę nie wsłucham. Moje emocje są jakieś takie zamglone, jak po środkach przeciwbólowych. Mogłabym podejrzewać, że to przez leki, ale bez leków nie było nawet tych zamglonych.

Chodzę w czterech ścianach chwytając się kolejnych sposobów na polepszenie sobie nastroju, zapętlam się i nie wiem co robić.

Mam zajęcia z rury za niecałe półtorej godziny. Założyłam swój nowy strój. Duszno mi. Słońce, wiosna, chciałabym być tak pełna życia jak natura teraz.

Chciałabym się odnaleźć.

Napisane przez: mrauk | 04/12/2018

Unfamiliar ceiling

Jest taka scena w NGE z nieznajomym sufitem.

Duzo podróżuję. Chyba za dużo, jestem rozciągnięta i przeźroczysta.

Budzę się rano i nie wiem gdzie jestem, światło pada nie z tej strony co zwykle i jestem zdezorientowana, zwłaszcza, że znam ten sufit.

Próbowałam dzis napisac piosenkę. Nie chce brzmieć, nie chce bić sercem, nie chce być muzyką. Nie wiem. Taki dzień.

Mam więcej uczuć i jest mnie więcej, ale nie wiem po co. Nie ma pigułek na sens życia.

Po piętach depczą mi niezrobione rzeczy, nienagrane piosenki. Boję się. Nie wiem czemu nie robię tych wszystkich rzeczy, które „powinnam” zrobić.

Mam lęki odrzuceniowe. Zawsze miałam. Po co wyciągam macki myśli do świeżych ludzi? Przecież tych, którzy są wokół, mogę być pewna.

Moje myśli poszatkowane tak jak w tym tangu. Nigdy nie myślałam, że wstawki zahaczające o dubstep mogą być tak obrazowo wierne.

Chciałabym przyśnić trochę więcej sensu.

Idę spać. Chciałabym zahibernowac choć jest wiosna. W poniedziałek mam kontrolę z psychiatrix i nie wiem co jej powiem. Jest lepiej, to widzę. Ale mam jakiś mikrokryzys.

Napisane przez: mrauk | 04/02/2018

angst

Nie jest łatwo

Ludzie publikują zdjęcia z wydarzenia, na którym mnie nie było i raczej pewnie na następnych odsłonach też mnie nie będzie, bo organizator pewnie wybierze kogoś tańszego.

Ludzie, którzy piszą piosenki, które ja miałam napisać.

Czuję się nieadekwatna. Czuję się niepotrzebna. I trochę to czuję, a trochę po prostu nie czuję nic. I wypieram.

I nie wiem czy mam zamykać ten rozdział i co w zasadzie zrobić ze swoim życiem.

I jeszcze cały czas wlączają się jakieś gdyby, że będzie dobrze jak już to czy tamto. A będzie?

Ale nie jest tak źle jak bez leków.

Napisane przez: mrauk | 03/28/2018

i już po tygodniu pierwszym oraz trochę historii

Wczoraj minął tydzień od kiedy przyjmuję leki. Mam malutką dawkę inhibitora wychwytu zwrotnego serotoniny, taką, jaką daje się ludziom, żeby zapobiec nawrotom depresji.

Lepiej odpoczywam, coraz mniej czuje się jak permanentnie zmęczony gołąb… ale i robię się śpiąca między dziewiątą a dziesiątą, a kiedyś byłam sową. Jestem ciekawa jak się to ustabilizuje w późniejszym czasie.

A jak to ze mną było?

Otóż, lata bez diagnozy a z podejrzeniami. Trzecią klasę liceum przespałam. W ogóle dużo spałam. No ale problemów nie było jakichś drastycznych. Nigdy nie miałam tak, żeby nie móc wstać z łóżka, zwłaszcza, jeśli miałam jakieś zewnętrzne środki przymusu – pracę (ktoś musi zarobić na karmę dla kotów, ne?), zajęcia które prowadzę, jastrzębia (jastrząb nie pyta czy rzuciła Cię dziewczyna, jastrząb musi polatać codziennie).

Jednak, zwłaszcza zimą, moja jakość życia przedstawiała wiele do życzenia. Wpadałam w ciągi czarnych myśli, czułam się źle, nie chciałam tym zawracać głowy przyjaciołom. Ostatecznie mówiłam sobie, że histeryzuję i szłam spać, bo przecież jutro będzie lepiej. O zgrozo – było lepiej, więc mówiąc sobie, że problemy nie istnieją i że robię je z niczego – miałam rację. Tak przynajmniej myślałam.

W 2013 roku poszłam na terapię behawioralno – poznawczą. Miałam duży problem z poczuciem winy – nieważne w jakiej sytuacji sama się w nie wbijałam. Terapia pomogła mi nauczyć się sobie z tym radzić, ale również – przerywać te ciągi złych myśli. Docierać do tych źródłowych i rozbrajać je. To było ponad pół roku ciężkiej pracy nad sobą, ale bardzo mi pomogło.

Niestety, w zeszłym roku w okolicy marca dostrzegłam u siebie problemy z pamięcią i koncentracją. Tu już nie chodziło o motywację i chęci (bo te były nieistniejące), ale o fakt, że zapominałam teksty piosenek, że zacinałam się w pół słowa.

Zaczęłam brać witaminę D. Pomogła na tyle, że odsunęłam myśli o tym, żeby iść do psychiatry.

W końcu żyjemy w tak intensywnym świecie, gdzie wszyscy gonią za sukcesem i pieniądzem i nie ma czasu na odpoczynek – może więc warto wsłuchać się we własną psychikę i się zatrzymać, odpocząć?

Przyszeł jednak czas, że zrozumiałam, że dla mnie to nie jest kwestia tego, że chcę 200% produktywności przez cały czas. Ja chcę móc odpocząć. Żeby czas, który poświęcam na relaks i odpoczynek powodował, że odpoczywam, a nie że po prostu robię nic, a czuję się równie zmęczona i bez chęci jak wcześniej.

Zobaczymy co będzie dalej :)

Napisane przez: mrauk | 03/23/2018

A psik

Zakurzyło się. Bardzo. Przerwę miałam długą, pewnie kompensowałam inaczej niż pisząc bloga. Ale chyba wrócę, mam o czym pisać.

To jest cicha zapowiedź.

Poza tym może wyjść, że będę miała wyjątkowo barwne sny, a jeśli one w ramach podrasowania będą barwniejsze od tego, co już mam to zapowiada się jazda bez trzymanki.

Na razie zawiesiłam się na szkole harfy i harfiarstwie i przytulaniu ludzi których kocham.

Uwaga: w najbliższym czasie będę się zajmować tematem mojej depresji. Jeśli jest to dla Ciebie temat trudny to nie patrz na posty oznaczone tagiem, który tu wprowadzam, może odsubskrybuj mnie na jakiś czas.

 

Napisane przez: mrauk | 09/27/2017

.

Czasem widzę Twoje komentarze i mam ochotę wytulić Ci te wszystkie głupstwa z głowy

Napisane przez: mrauk | 08/02/2017

GOG

Nie miałam zbyt wiele czasu przed wyjazdem, ledwie dzień wcześniej wróciłam z Tolk Folku. Zdążyłam suknię skroić i zszyć, ze cztery odcinki mi na to zeszły. W końcu wsiadłam w samochód i pojechałam.

Przystanek po drodze z chwilą tanga i dokańczaniem sukni, a potem całkiem grzeczną spania niemocą, bo komary. „Nie odchodź” rano podarło mi serduszko troszkę, a trochę ogrzało.

Orkonowa środa była pełna powitań. Mój przewodnik okazał się bardzo miły i ciepły, a jego umiejętności taneczne zapierały dech w piersiach nawet wrogom elfów. Dramat mojej postaci był odpowiednio soczysty. Harfa grała. Wypsztykałam się z punktów ekstrawertyzmu, więc wieczór spędziłam na rozmowach z D, który wszak jest tak blisko że nawet faza intro jest z nim spoko.

Czwartek znów powitał grą, wieczorem koncert. Wyszedł bardzo ciekawe, znów, jak w zeszłym roku, potrzebna była Grupa Trzymająca Pawęż. Trzymali dzielnie, a deszcz siąpił. Zaprosiłam elfa, by zatańczył i na koncercie, aby OOC ludzie mogli popodziwiać jego kunszt. Ludzie bardzo wyrozumiali, ciepli, słuchali z uwagą.

Nad ranem spotkała mnie zaś przygoda w postaci zbłądzonego wędrowca, który z przyzwyczajenia chyba tylko trafił do mej sypialenki. Z pomocą znajomych wyjaśniliśmy wszystko i piątek upłynął pod znakiem dokańczania wątków, subtelnych rozmów na plaży i umierających bogach.

Wieczór nasycił się. Afterparty było pełne tańca – tanga, ATSu i ogólnie wiela radości. Trochę różnych rozmów, trochę herbat, by w końcu, o 2, wylądować w łóżku, tym razem już bez przygód.

Do G. mknęłam jak na skrzydłach. Nastepne dwie doby były trochę jak sen, a trochę jak naprawdę dobra rzeczywistość, w którą się obudziłam tylko na chwilę. Sobotnie tango i ognisko bardzo przyjemne, choć to ostatnie nieco zepsute przez chrypę. Niedziela leniwie śpiąca, ale też z tangiem.

A potem rozmowa, wieczorna. Ławiejsza, bo w przytuleniu. Trochę łatwiej za każdym razem. A jednocześnie czasem to właśnie jęknięte „o boże” przypomina mi że to co przeżyłam nie jest „niczym” i nie jest normą. Czasem może potrzebuję, żeby ktoś mi przypomniał, że przeszłam przez piekło i z niego wyszłam.

Poniedziałek był powolny ale i pełen czułości. Ach, gdybyż można się poprzytulać na zapas. Ale w końcu pojechałam.

To wszystko jest tak ważne, tak prawdziwe, tak dobre. Nie wiem skąd ta intensywność, skąd to dopasowanie i skąd aż tak głęboki kontakt, ale nie chcę z tego rezygnować.

Dobrze, że mam takie szczęście, że nie muszę.

A w głowie wciąż tango

Querer

Napisane przez: mrauk | 07/24/2017

Przecież ja Cię połamię jak mozaikę

Minął TF. Było wiela nerwów i wiela przytulów, ale ostatecznie spektakl się udał. Ludzie dali z siebie wszystko, a N. dała radę tak bardzo. Imponowała mi potem wyciągając od ludzi feedback z dystansem godnym wielkiej sprawy. Do Bielawy jechałam przez Wrocław i to było dobre, przytule od W. i głaskanie kotów :)

A wracałam przez D.

Jak my się nie pozabijamy intensywnością to nie wiem co się stanie. Nie wiem jak to się stało, to, co mamy, jest niesamowite i wielkie. Słucham go i nie wiem co z tym robić. W mocnym wtulu, w którymś z przebudzeń, a może wcale nie powiedziałam „przecież ja Cię połamię jak mozaikę”. Przytulił mnie tylko. Nie mogłam się powstrzymać.

A wczoraj byłam w miejscu niezwykłym. Grałam tam na harfie, namawiając właściciela przybytku, że powinien grać na harfie. Pasowałaby mu.

 

Dzieje się tak wiele, że rzadko znajduję czas by usiąść do bloga.

Wątki się pozawiązywały. D. obecny tak bardzo, jak się da, w obliczu dystansu fizycznego. Jeżdżę na imprezy, część na południu polski, więc, mogę zahaczać w drodze do, w drodze powrotnej.

Pławię się w słońcu.

 

A dziś miałam sen, że jakiś ziom na WSie, npc, z którym jechałam, tak bardzo nie rozumiał RED, a ja próbowałam mu to wytłumaczyć ze cztery razy. Czasem żałuję, że w snach nie jestem mniej sobą, to bym mu po prostu przypieprzyła, raz a dobrze.

Older Posts »

Kategorie